Jak czuje się nauczyciel, który wychodzi z lekcji opluty, podrapany, pobity, zwyzywany?
Warto dziś zadać sobie, bardzo niewygodne pytania…
Jak czuje się nauczyciel, który wychodzi z lekcji opluty, podrapany, pobity, zwyzywany?
Jak czuje się człowiek, który codziennie staje przed klasą, a zamiast szacunku dostaje śmiech, drwiny, nagrywanie telefonem, komentarze w Internecie?
Jak czuje się ktoś, kto ma uczyć, inspirować, wspierać dzieci w kryzysie psychicznym, kiedy sam ledwo stoi na nogach i wraca do domu bez siły nawet oddychać?
Nauczyciel nie jest robotem
ani workiem treningowym
ani kimś, kto „powinien wytrzymać, bo taka praca”. To człowiek z emocjami, granicami i sercem, które też potrafi pęknąć. A jednak oczekujemy od niego wszystkiego: cierpliwości, spokoju, odporności, bycia psychologiem, terapeutą, wychowawcą, mediatorem, strażnikiem, inspiracją, autorytetem. Oczekujemy, że będzie zawsze dostępny, zawsze uśmiechnięty, zawsze gotowy. A jednocześnie pozwalamy, by był poniżany, nagrywany, wyśmiewany, atakowany fizycznie i słownie. Pozwalamy, by traktowano go jak kogoś, komu „wszystko wolno powiedzieć”, bo „przecież to tylko nauczyciel”. I potem dziwimy się, że brakuje ludzi do pracy w szkołach, że nauczyciele odchodzą, że są wypaleni, zmęczeni, wycofani. A prawda jest brutalna: nie da się uczyć z pasją, kiedy codziennie walczy się o przetrwanie; nie da się wspierać dzieci w kryzysie, kiedy samemu jest się w kryzysie; nie da się być autorytetem, kiedy jest się traktowanym jak wróg. I tu dochodzimy do sedna, o którym wszyscy zapominamy — przestaliśmy grać do jednej bramki
Rodzice grają na siebie, nauczyciele grają na przetrwanie, dzieci grają pod presją grupy, a szkoła próbuje to wszystko poskładać, choć nikt jej w tym nie pomaga. Zapomnieliśmy, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie: po stronie dziecka, jego bezpieczeństwa, przyszłości i zdrowia psychicznego. A jeśli nauczyciel upada — upada cała drużyna. Nie da się wychować silnych dzieci w świecie, w którym słabi są dorośli, którzy mają je wspierać. Nauczyciel, który jest opluty, podrapany, pobity, zwyzywany, to nauczyciel pozostawiony sam — przez system, przez szkołę, przez rodziców, przez społeczeństwo. A przecież to on stoi na pierwszej linii, widzi, kiedy dziecko cierpi, reaguje, kiedy dziecko jest krzywdzone, zauważa, kiedy coś jest nie tak. Jeśli ten człowiek upada, upada cały system, upada szkoła, upada wspólnota, upada przyszłość naszych dzieci. Dlatego dziś warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcemy szkoły bez nauczycieli, którzy mają siłę, pasję i serce?
Bo jeśli tak dalej będziemy ich traktować — właśnie do tego zmierzamy.