Hejt w przestrzeni edukacyjnej nie jest zjawiskiem, które pojawia się samo z siebie.
Nie rodzi się w szkolnych ławkach, nie zaczyna się na przerwach, nie powstaje w głowach dzieci. Hejt w szkołach jest konsekwencją tego, co dzieje się w świecie dorosłych. Jest odbiciem języka, którego używamy, emocji, które wylewamy, i norm, które sami tworzymy. Dzieci nie wymyślają hejtu. Dzieci go dziedziczą. Dziedziczą go z domów, z Internetu, z rozmów dorosłych, z obserwacji, które gromadzą latami. Dziedziczą go z kultury, w której pogarda stała się normalna , a agresja słowna przestała szokować. Dziedziczą go z miejsc, w których dorośli pozwalają sobie na ironię, wyśmiewanie, publiczne ocenianie innych. Dziedziczą go z przestrzeni, w której dorośli nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa, bo „to tylko komentarz”, „to tylko opinia”, „to tylko Internet”.
Jako Fundacja Pozytywni widzimy to każdego dnia. Widzimy, jak dzieci powtarzają schematy, których nauczyły się od dorosłych — często nieświadomie, często bezrefleksyjnie, często z przekonaniem, że „tak się mówi”, „tak się reaguje”, „tak wygląda normalność”. Widzimy, jak w przestrzeni edukacyjnej odbija się to, co dzieje się w przestrzeni publicznej: polaryzacja, agresja, brak dialogu, brak empatii . Widzimy, jak język dorosłych staje się językiem uczniów — tylko ostrzejszym, bo pozbawionym hamulców, których dzieci jeszcze nie mają. Szkoła nie jest źródłem hejtu. Szkoła jest lustrem. A w tym lustrze odbija się to, kim jesteśmy jako dorośli.
Hejt w edukacji ma swoją specyfikę. W szkole nie da się zniknąć, wylogować, wyciszyć powiadomień. Dziecko, które staje się ofiarą hejtu, musi wrócić następnego dnia. Musi wejść do tej samej klasy, minąć tych samych ludzi, usiąść w tej samej ławce. Hejt w szkole nie jest epizodem — jest doświadczeniem, które potrafi zmienić sposób, w jaki dziecko widzi siebie, innych i świat. Hejt w edukacji nie boli tylko tu i teraz. On potrafi boleć latami. A dorosłym często wydaje się, że „przesadzają”, „muszą się nauczyć radzić sobie”, „takie są realia”. Tymczasem dla dziecka to nie są „realia” — to jest codzienność, która potrafi złamać poczucie własnej wartości .
Dlatego tak ważne jest, byśmy jako dorośli mieli odwagę spojrzeć w lustro. Bo hejt w przestrzeni edukacyjnej nie zaczyna się od uczniów. Zaczyna się od dorosłych, którzy nieświadomie uczą dzieci, że słowa mogą być bronią. Zaczyna się od komentarzy, które „miały być żartem”. Od rozmów, które „przecież nikogo nie dotyczą”. Od oceniania innych ludzi przy dzieciach. Od publicznego wyśmiewania błędów. Od braku reakcji na agresję słowną. Od przyzwolenia na to, co „wszyscy robią”. Dorosłość to nie przywilej. Dorosłość to odpowiedzialność. A odpowiedzialność zaczyna się od języka .
To my decydujemy, jak reagujemy na konflikt. To my decydujemy, czy budujemy, czy niszczymy. To my decydujemy, czy zatrzymujemy hejt, czy go wzmacniamy. Dzieci nie mają tej mocy. Dorośli — tak. Dlatego nie możemy przerzucać odpowiedzialności na szkoły, media, algorytmy, „dzisiejsze czasy”. To nie czasy hejtują. To ludzie hejtują. A dzieci tylko patrzą . I uczą się od najmłodszych lat.
Właśnie dlatego od początku roku prowadzimy w ramach Kampania Społeczna Słowa mają moc - Fundacja Pozytywni Ogólnopolską Akcję „Zamień hejt na dobre słowo”. Bo wierzymy, że zmiana zaczyna się od dorosłych. Od jednego zdania. Od jednej reakcji. Od jednego komentarza, który nie rani, ale wspiera. Od jednego dorosłego, który powie: „Nie zgadzam się na hejt”. Ta akcja jest zaproszeniem — dla rodziców, nauczycieli, szkół, instytucji, samorządów, organizacji i każdego, kto ma wpływ na klimat rozmowy. Dołączcie. Pokażmy dzieciom, że dorośli potrafią mówić inaczej. Pokażmy, że słowa mogą być tarczą , a nie bronią. Pokażmy, że przestrzeń edukacyjna może być miejscem bezpieczeństwa, a nie lęku. Bo dzieci nie wymyślają hejtu. Dzieci go dziedziczą. A to, co po sobie zostawimy, stanie się ich światem