Dzieci nie wymyślają hejtu. Dzieci go dziedziczą
To zdanie powinno wisieć na drzwiach każdej szkoły, każdego domu, każdego urzędu, każdej instytucji, która ma kontakt z dziećmi. Minęły trzy miesiące tegorocznej III edycji Kampanii Społecznej „Słowa mają moc” i ten czas pokazał nam coś, czego nie możemy już dłużej udawać, ignorować ani łagodzić: hejt nie jest problemem młodzieży. Hejt jest problemem dorosłych. To my tworzymy język, w którym dorastają dzieci. To my nadajemy ton rozmowom, wyznaczamy granice, decydujemy, co jest akceptowalne, a co przekracza wszelkie normy. To my pokazujemy, jak wygląda szacunek, a jak wygląda jego brak. Dzieci nie wymyślają hejtu – dzieci go przejmują, kopiują, dziedziczą. Zanim dziecko zrani słowem, zanim wyśmieje, zanim upokorzy, ono już wcześniej widziało, jak dorośli robią to samo. Widziało, jak rozszarpujemy się w komentarzach , jak szydzimy z ludzi, których nie znamy, jak wyśmiewamy wygląd, błędy, potknięcia, jak nakręcamy nienawiść, bo „mam prawo do opinii”, jak udostępniamy treści, które ranią, jak karmimy się pogardą, jakby to był sport narodowy. A potem pytamy: „Skąd w dzieciach tyle agresji?”, „Dlaczego hejtują?”, „Co się z nimi dzieje?”. Nic się nie dzieje. One tylko powtarzają to, czego nauczyły się od dorosłych.
Dorośli rzadko krzyczą, rzadko przeklinają, rzadko mówią wprost „nienawidzę cię”. Dorośli ranią subtelniej – ironią, wyższością, pogardą, „żartem”, „szczerą opinią”, „prawdą, którą ktoś musi powiedzieć”. To przemoc w białych rękawiczkach , która nie zostawia siniaków, ale zostawia blizny – głębokie, niewidoczne, długotrwałe. I dzieci widzą te blizny. I uczą się, jak je zadawać. Dzieci kopiują dorosłych z brutalną precyzją. Nie tworzą kultury pogardy – przejmują ją. Nie wymyślają języka nienawiści – słyszą go. Nie rodzą się z potrzebą ranienia – obserwują ją. Jeśli chcemy zmienić zachowania dzieci, musimy najpierw zmienić zachowania dorosłych. To nie jest atak. To jest diagnoza. A diagnoza bez działania nie ma żadnej wartości.
Odpowiedzialność za hejt spoczywa na dorosłych. W całości. Bez wyjątków. Dzieci nie mają wpływu na to, w jakiej kulturze dorastają. Nie wybierają języka, którego słuchają. Nie decydują, jakie emocje unoszą się w domu, w internecie, w przestrzeni publicznej. Nie tworzą norm społecznych – one je przejmują. To dorośli nadają ton rozmowom, wyznaczają granice, decydują, co jest akceptowalne, modelują sposób reagowania na konflikt, pokazują, jak wygląda szacunek albo jego brak. Dlatego nie możemy mówić: „Dzieci są okrutne”, „Dzieci hejtują”, „Dzieci nie mają empatii”. Bo dzieci nie tworzą świata, w którym żyją. To my go tworzymy. Dorosłość nie polega na tym, że mamy więcej lat. Dorosłość polega na tym, że mamy więcej wpływu. To my decydujemy, jakich słów używamy , jak reagujemy na konflikt, czy budujemy, czy niszczymy, czy hejtujemy, czy zatrzymujemy hejt. Dzieci nie mają tej mocy. Dorośli – tak. Dlatego nie możemy przerzucać odpowiedzialności na szkoły, media, algorytmy, „dzisiejsze czasy”. To nie czasy hejtują. To ludzie hejtują. A dzieci tylko patrzą. I uczą się.
Hejt ma konsekwencje – realne, bolesne, długotrwałe. Dzieci żyją w świecie, w którym każdy błąd może stać się powodem do publicznego upokorzenia, każde potknięcie może trafić do sieci, każda różnica może stać się powodem do wyśmiania, każdy komentarz może zranić bardziej, niż dorośli potrafią sobie wyobrazić . A my mówimy: „Nie przejmuj się”, „Nie bierz tego do siebie”, „Internet tak ma”. Ale dzieci nie mają narzędzi, by to udźwignąć. Nie mają dystansu, odporności, filtrów. To my jesteśmy ich filtrami. To my jesteśmy ich tarczą
. To my jesteśmy ich przykładem. I jeśli my – dorośli – nie zatrzymamy hejtu, to nikt tego nie zrobi. Nie szkoła. Nie system. Nie technologia. Nie „czas”. Zmiana zaczyna się od dorosłych. Zawsze.
Dlatego właśnie nasza ogólnopolska akcja „Zamień HEJT na dobre SŁOWO!” trwa od początku roku. Od pierwszych miesiącach tego roku zachęcamy, prosimy, apelujemy, inspirujemy, by każdy dorosły – niezależnie od roli, zawodu, poglądów, doświadczeń – zatrzymał się choć na moment i zobaczył, jakich słów używa. Ta akcja nie jest dla wybranych, świadomych czy zaangażowanych. Jest dla każdego, kto mówi, pisze, komentuje, reaguje. Dla każdego, kto ma wpływ na klimat rozmowy. Dla każdego, kto chce zostawić dzieciom świat, w którym słowa nie ranią, ale chronią . Dla każdego, kto rozumie, że odpowiedzialność nie polega na tym, by oczekiwać zmiany od innych, ale by zacząć od siebie. Zmiana zaczyna się od jednego zdania, jednego komentarza, jednej reakcji, jednego dobrego słowa. Dlatego zapraszamy – dołączcie. Pokażmy dzieciom, że dorośli potrafią mówić inaczej. Pokażmy, że potrafimy zatrzymać hejt, zanim on zatrzyma kogoś, kto nie ma siły się bronić. Pokażmy, że słowa mogą być tarczą, a nie bronią. Zamień hejt na dobre słowo – i zobacz, jak zmienia się świat wokół ciebie
.
Jeśli chcemy, by dzieci nie raniły, przestańmy ranić. Jeśli chcemy, by dzieci nie hejtowały, przestańmy hejtować. Jeśli chcemy, by dzieci były bezpieczne, twórzmy bezpieczną przestrzeń – nie tylko w szkołach, nie tylko na lekcjach, nie tylko w rozmowach z dziećmi, ale przede wszystkim między sobą, w komentarzach, w dyskusjach, w codziennych reakcjach. Bo dzieci nie wymyślają hejtu. Dzieci go dziedziczą. A to, co po sobie zostawimy, stanie się ich światem.